Święto Najświętszego Oblicza Pana Jezusa w tym roku wypada 12 lutego Modlitwy i obietnice Pana Jezusa dla czcicieli Jego Najświętszego Oblicza Sam Pan Jezus objawił św. Gertrudzie nabożeństwa do Jego Przenajświętszego Oblicza, co otworzyło nam jakby nową studnię łask Bożych, gdyż Zbawiciel obdarzył ją wielkimi obietnicami, podyktował mianowicie św. Gertrudzie, że: 1
Każdej z cech wspólnych Jezusa i „człowieka z Całunu” przypisano prawdopodobieństwo. Z obliczeń wynika, że prawdopodobieństwo pojawienia się wszystkich tych cech u tego samego mężczyzny, który cierpiał tortury ukrzyżowania, wynosi 1 na 200 mld. Oznacza to, że teoretycznie wśród 200 mld ukrzyżowanych mogła istnieć tylko
Ikona Święte Oblicze Pana Jezusa. Duża wysyłka od 9,9 zł. Ikona przedstawia wizerunek Pana Jezusa z Całunu nazywany również Święte Oblicze Pana Jezusa Ikona wykonana jest na drewnie techniką własną w pracowni artystycznej. Obramowanie zdobione imitacją złota. Całość zabezpieczona lakierem.
Najświętsze Oblicze Pana Jezusa - reprodukcja na desce (10x15) Reprodukcja ikony z wizerunkiem Najświętszego Oblicza Pana Jezusa - wizerunek z Całunu. Wymiary 7,5 cm x 12,5 cm Grubość deski 1,5 cm. Możliwość powieszenia na ścianie.
Mimo upływu lat, naukowcy wciąż są podzieleni w odpowiedzi na pytanie, czy Całun Turyński jest dokładnie tym samym płótnem, w które zawinięty był Jezus Chrystus po męczeńskiej śmierci. Najnowsza książka "Prawdziwe oblicze Boga" autorstwa chemika prof. Jana Jaworskiego podsumuje wyniki badań nad fenomenem chrześcijańskiej
- Człowiekiem z Całunu Turyńskiego był Jezus Chrystus. To prawdopodobieństwo graniczące z pewnością - mówił prof. Zbigniew Treppa, antropolog od lat badający
SJkOP. Rektor bazyliki Świętego Oblicza w Manoppello odwiedził Katowice. Zebranym w kościele Mariackim mówił o chuście, która po śmierci Jezusa została położona na Jego twarzy. Fotokopia chusty z Manoppello jest od dwóch lat obecna w tym katowickim kościele. Umieszczona jest w bocznej kaplicy, u stóp Najświętszego Sakramentu, wystawionego tu każdego dnia. Na adorację przychodzi mnóstwo ludzi, w tym wielu studentów UŚ, którzy mają zajęcia w gmachach odległych o kilkaset metrów. – Ten wizerunek pomaga mo- dlącym się lepiej wyobrazić sobie Pana Jezusa jako konkretną Osobę. Ludzie często modlą się tu słowami Benedykta XVI, które wypowiedział w Manoppello. Ta modlitwa jest wyłożona w kaplicy – mówi ks. Andrzej Suchoń, proboszcz parafii Niepokalanego Poczęcia NMP w Katowicach. Podkreśla, że to Jezusowi oddajemy cześć, a nie obrazowi. Wizerunek z Manoppello powstał w sposób niewytłumaczalny. Nie ma na nim chemicznych śladów farby, ma za to cechy hologramu. Przedstawiona na nim twarz jest niezwykle podobna do tej z Całunu Turyńskiego – nawet rany, w tym złamany nos, są dokładnie w tych samych miejscach. O tej niezwykłej chuście mówił katowiczanom o. Carmine Cucinelli, rektor bazyliki w Manoppello we Włoszech. – Sensem kultu Boskiego Oblicza nie jest sam wizerunek, ale to, aby poprzez ten wizerunek dochodzić do samej Osoby Jezusa Chrystusa – wyjaśniał. – Życzenie, które mam wobec siebie i wobec wszystkich was, jest takie: wyryć sobie w sercach to Boskie Oblicze. Abyśmy nim mogli promieniować również na innych, na tych, których spotykamy na co dzień – powiedział. « ‹ 1 › » oceń artykuł
Jakie powinno być najważniejsze pragnienie chrześcijanina? Benedykt XVI 14 lat temu, w trakcie swojej pielgrzymki do Manoppello, stwierdził, że powinno nim być „szukanie Oblicza Chrystusa”. Nieprzypadkowo słowa te padły w sanktuarium znanym na całym świecie z jednej z najważniejszych relikwii chrześcijaństwa. Jest nią chusta z wizerunkiem Jezusa. Jako że powstała z bisioru, na którym – jak twierdzą specjaliści – namalowanie czegokolwiek jest niemożliwe, budzi powszechne zainteresowanie. Ponoć Benedykt modlił się przed tym wizerunkiem w milczeniu, a sama pielgrzymka była dla niego ogromnym przeżyciem. Komentując to wydarzenie, odniósł się wówczas między innymi do fragmentów Ewangelii, w których uczniowie, prosząc Jezusa o to, by pokazał im Ojca, słyszą: „Kto zobaczył Mnie, zobaczył i Ojca”. Wspominając to wszystko, próbuję sobie wyobrazić, co poczuł w swojej fotograficznej ciemni Secondo Pia, kiedy w 1898 r. jako pierwszy człowiek na ziemi wywołał negatyw zdjęcia Całunu Turyńskiego. Jak powszechnie wiadomo, jego oczom ukazała się postać człowieka, którym najprawdopodobniej był Jezus Chrystus. Na pierwszy rzut oka mało dostrzegalna, w negatywie niezwykle wyraźna. Nie przypuszczam, by tamtej nocy spał spokojnie. Próbuję sobie wyobrazić, co poczuła święta Faustyna, kiedy pierwszy raz zobaczyła Pana Jezusa. I co czuła za każdym następnym razem, wszak „zobaczyłam nagle Jezusa” w jej dzienniku powtarza się jak refren. Albo co czuli inni mistycy, których historii pełne są żywoty świętych. Co można czuć, kiedy jeszcze tutaj, na ziemi, nie po śmierci, ogląda się oblicze Pana? I co to właściwie znaczy „oglądać” w przypadku twarzy Boga? Odkryć autentyczny wizerunek, czyli dojść do tego, jak naprawdę wyglądał Jezus Chrystus? Czy może raczej odkryć, jaki obraz Boga nosi się w duszy? Co jakiś czas pojawiają się doniesienia o kolejnych odkryciach, o których wspomina w bieżącym numerze „Gościa Niedzielnego” Marcin Jakimowicz (ss. 22–24 ). Kilkoro z nas dzieli się również swoimi refleksjami na temat ulubionego wizerunku Jezusa Chrystusa. Każdy przecież taki ma. Szczególny, mocniej oddziałujący na wyobraźnię, bardziej przejmujący, skłaniający do modlitwy. Warto w tym miejscu przypomnieć jednak, że sam Jezus Chrystus najbardziej polecał, aby Jego twarzy dopatrywać się w bliźnim. I to w każdym bliźnim, ze szczególnym uwzględnieniem tych tak zwanych „maluczkich”. „Kto Mnie ujrzał, ujrzał i Ojca”, powiedział Filipowi. Ale w innym miejscu, i to niezwykle ważnym, bo zawierającym opis sądu ostatecznego, rzekł też: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Głodni, spragnieni, chorzy, uwięzieni? Tak, ale przecież nie tylko. Szukanie Oblicza Chrystusa, o którym mówił papież Benedykt w Manoppello, niejedno ma... oblicze. Warto poświęcić uwagę temu, co powinno być największym pragnieniem chrześcijanina. Większa jest szansa na to, by Pana Jezusa po prostu nie przegapić.
Rozmowa z doktorem LEONARDEM PIKIELEM, patomorfologiem ze Szpitala Specjalistycznego św. Wojciecha w Gdańsku - Zaspie, znawcą problematyki Całunu Turyńskiego - Jako lekarz patrzy pan inaczej na mękę Chrystusa? - Chyba nie, w obliczu tego wydarzenia nawet lekarz musi z pokorą schylić czoła. Kwestię męki Jezusa Chrystusa postrzegam głównie za sprawą Całunu Turyńskiego, o autentyczności którego jestem przeświadczony. - Dramat rozpoczyna się w nocy. Najpierw Wieczerza, później bezsenna noc w ogrodzie Getsemani. - Musimy sobie uświadomić, że tej nocy mamy pełnię księżyca, ponieważ Pascha wypada w sobotę po wiosennej pełni. A zatem wydarzenia tej nocy są dokładnie widziane przez świadków. To ważne, bo pojmanie Jezusa i zaparcie się Piotra ma miejsce jeszcze w nocy. Kogut, który zapiał, w tamtym rejonie odzywa się około Również nocą obradował Sanhedryn. - Mateusz pisze, że po schwytaniu "pluli na jego oblicze i policzkowali go, a drudzy bili go pięściami". Łukasz pogłębia ten opis: "i zasłoniwszy mu twarz pytali mówiąc: prorokuj kto jest ten, kto cię uderzył". - Na całunie pozostały ślady, które mogłyby być świadectwem tych uderzeń, zwłaszcza prawy policzek i okolica prawego oczodołu były opuchnięte. - Pośród krytyków filmu "Pasja" pojawił się zarzut, że Rzymianie bili Jezusa jeszcze przed zapadnięciem wyroku, o czym ewangeliści milczą. - Nie uważam tego za nieprawdopodobne. Trzeba pamiętać, że mamy do czynienia z żołnierzami zaciężnymi pochodzącymi z Azji Mniejszej, z żołdakami, którzy mieli w pogardzie Żydów. - Biczowanie jest już poświadczone przez świadków. Prawo rzymskie ustanowiło maksymalną liczbę uderzeń na 40. - Owszem, mamy 40 uderzeń, ale trzeba pamiętać, że bicz rzymski składał się z paru rzemieni zakończonych kostkami lub ciężarkami. A zatem każdy cios pozostawiał wielokrotne urazy. - Z przekazów historycznych wiadomo, że skutkiem biczowania było czasem wręcz rozerwanie ciała. - Należy sadzić, że mężczyźni, którzy się do tego zabrali, nie żałowali siły. Jeśli jednak wnioskować po śladach na Całunie, to rany nie zmasakrowały ciała aż tak potwornie. Pozostały ślady po drobnych ranach, jest ich ponad 100, więc uderzeń mogło być około 40. Nie odsłoniły jednak mięśni ani nie zdarły skóry. Prawie na pewno nie doszło do uszkodzenia wątroby ani pęknięcia śledziony, bo w takim wypadku Jezus zginąłby po drodze. Urazy osłabiły jednak tego blisko 40-letniego mężczyznę (pamiętajmy, że w rzeczywistości urodził się prawdopodobnie w 7 wieku przed naszą erą) do tego stopnia, że była obawa, że umrze po drodze. - "I uplecioną z ciernia koronę założyli na głowę jego..." - Najprawdopodobniej koronę z gałązek akantu. Ślady po tych zranieniach pozostały również na całunie. Są krople krwi na potylicy, jest też kropla spływająca na czoło. - Jak to możliwe, że skazaniec był w stanie unieść na barkach tak ciężką belkę? - Krzyż, jednak krzyż, a nie belkę. Teza o dźwiganiu wyłącznie belki zrobiła się modna, ale w moim przekonaniu Jezus niósł na ramionach krzyż. Takie świadectwo daje Całun. Jeśli dźwigałby na plecach belkę, to musiałby być do niej przywiązany lub przybity. Przekazanie jej Szymonowi Cyrenejczykowi byłoby z technicznego punktu widzenia kłopotliwe, co innego przekazanie krzyża. Na Całunie Turyńskim widać otarcie na plecach na wysokości łopatki. Ponadto Ewangelie mówią o "krzyżu". - To ogromny ciężar. - Jezus według Całunu miał około 180 cm wzrostu, pracował w życiu fizycznie, był zapewne silnym mężczyzną. Podłużna belka krzyża miała mniej więcej 3 metry, jej koniec był wleczony po ziemi. Odległość, którą musiał przebyć nie była aż tak wielka, wynosiła mniej niż kilometr. - Jezus zostaje przybity do krzyża. - Całun jednoznacznie to potwierdza. To jest ogromny uraz. Gwoździe, żeby utrzymać ciężar ciała, nie mogły być wbite w dłoń, ponieważ wbite w przestrzeń międzykostną rozerwałyby ciało. Całun wskazuje, że wbite były w nadgarstek złożony z ośmiu wiązadłowo powiązanych kości. To był ogromny ból, bo łączył się ze zmiażdżeniem jednej z kości albo z rozerwaniem więzadeł. Druga ewentualność zakłada, że gwóźdź był wbijany do przestrzeni międzykostnej w obwodowej części przedramienia. Tak wbity gwóźdź znajduje się w przedramieniu ukrzyżowanego w końcu I wieku Żyda znanego z imienia, którego szczątki zostały odkopane w Jerozolimie. - Opis samego ukrzyżowania jest zastanawiająco lakoniczny. - Tak, ponieważ przeciętny czytelnik czy słuchacz przekazu ewangelicznego wiedział z doświadczenia, jak wyglądało ukrzyżowanie. To nie wymagało dodatkowych opisów. Aby przedłużyć cierpienie ciało zawieszano na trzonku umieszczonym między udami. Męka na krzyżu mogła przybierać różne natężenie w zależności od rozpostarcia ramion. Im szerzej rozpostarte ramiona, tym większa udręka. Różnie też mocowano nogi na krzyżu. Czasem miedzy uda wprowadzano kołek, na którym skazaniec właściwie siedział i wówczas męczarnia mogła trwać nawet kilka dni. Innym sposobem było umieszczanie nóg na podpórce, wówczas ukrzyżowany miał szansę stać i w ten sposób zmniejszać uraz szeroko rozpostartych ramion. Stopy Człowieka, którego obraz daje Całun, były przybite wprost do krzyża jednym gwoździem, z założeniem lewej nogi na prawą i wyłamaniem stóp do dołu. Takie zamocowanie oznaczało, że podparcie się było bardzo trudne. Tym między innymi należy tłumaczyć stosunkowo szybką śmierć Jezusa. - Panie doktorze, mamy Człowieka umęczonego w sposób, który u wielu powodowałby pewnie utratę przytomności. Jak to możliwe, że Jezus był w stanie mówić na krzyżu? - Rzeczywiście, trzeba dodać jeszcze, że na każdy gwóźdź przy wyciagnięciu ramion działa siła około 60-80 kilogramów. Proszę zwrócić uwagę na gimnastyków wykonujących ćwiczenia na kółkach. Pozycja na rozpostartych ramionach wymaga potężnej muskulatury i jest utrzymywana bardzo krótko. Można z tego wnosić, że w przypadku człowieka ukrzyżowanego mamy do czynienia z ogromnym obciążeniem i bólem. Mamy więc ból, stres i rozwijający się wstrząs urazowy. Podczas wejścia w stan wstrząsu zmniejsza się odczuwanie bólu. Bywa, że człowiek nie wie o tym, że ma zmiażdżone kończyny. Podczas wstrząsu spada krążenie, porażone zostają naczynia krwionośne na obwodzie i w efekcie człowiek umiera. Dlatego w akcji ratunkowej rzeczą podstawową jest opanowanie wstrząsu. Jezus był prawdopodobnie w ciężkim wstrząsie urazowym. Proszę zwrócić uwagę, że na krzyżu jest jakby nieobecny. - Ale jednak wypowiada kilka zdań. - Bardzo krótkich. Oddaje matkę pod opiekę Janowi i wreszcie woła "Eli, Eli, lamma sabachtani". - Mówi też do jednego z ukrzyżowanych obok niego. Drugi wisząc na krzyżu kpi sobie z Jezusa. - Nie wiemy, w jaki sposób ukrzyżowani zostali dwaj ludzie towarzyszący Jezusowi. Być może byli uwiązani, a nie przybici do krzyża. Wiemy, że obaj przeżyli Jezusa. Kiedy trzeba było zdjąć ciała przed Szabatem, obu skazańcom żołnierze łamią golenie, aby w ten sposób wytrącić im podparcie i zakończyć agonię. Jezus jest już wówczas martwy. - Pomimo to żołnierz rzymski przebija Go włócznią. - Przebija bok, aby potwierdzić zgon. To rana, przy której Jezus nie czuł już bólu, ale zarazem najważniejsza z wszystkich, ponieważ poświadcza ostatecznie, że człowiek, którego widziano później żywego, na krzyżu już nie żył. A zatem ta rana jest jednym z kluczowych dowodów na Zmartwychwstanie. - Co było bezpośrednią przyczyną śmierci Jezusa? Większość komentatorów biblijnych twierdzi, że uduszenie. - W moim przekonaniu nie ma na to wystarczających dowodów. Oczywiście takie zawieszenie na ramionach w znaczny sposób utrudnia oddychanie, ale do przeżycia wystarczyło mu oddychanie przy pomocy mięśni żebrowych i przepony, która jest głównym mięśniem oddechowym. Według mnie, z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że śmierć nastąpiła wskutek wstrząsu urazowego. Dowodem na to jest to, co stało się po śmierci: po otwarciu boku i przebiciu włócznią wypłynęła - według ewangelisty - krew i woda. Taką sytuacje miewamy na stole sekcyjnym w przypadku osób umierających długo i ze zwolnieniem przepływu krwi. Część krwinek czerwonych zalega na obwodzie, a do serca wraca krew zawierająca głównie osocze. Otwarcie boku przez żołnierza musiało nastąpić po ustaniu krążenia, ale przed skrzepnięciem krwi, czyli w ciągu kilkudziesięciu minut od śmierci. Koniec włóczni trafił w prawą część serca, z której wypłynęło osocze, odebrane przez Jana jako woda. Dopiero potem spłynęła krew z górnych części ciała. A zatem opis ewangelisty jest bardzo precyzyjny. - Czy obraz tego Człowieka powraca w obcowaniu z cierpieniem, które dla lekarza jest chlebem powszednim? - Cierpienie Chrystusa było wielkie, ale przecież nie jedyne. Wcześniej i później ukrzyżowano tysiące ludzi - obrońców Tyru, powstańców Spartakusa, uczestników powstania w Palestynie. Męka Jezusa była skrajnie wielka, ale nie tak długa, jak wielu innych. O ile jednak w przypadku innych zawsze w mianowniku tej męki pozostawał grzech, o tyle u Jezusa grzechu nie było. Świadomość tej ofiary bardzo pomogła mi w życiu, zwłaszcza w momentach kryzysu wiary. - Wybiera się pan na "Pasję "? - Nie, nie chcę na opis ewangeliczny nakładać niczyjej wizji. Jak każdy z ludzi wierzących noszę w swojej wyobraźni sceny Pasji. I niech tak zostanie.
Przekład: Andrzej Cehak ISBN: ϗ-7030-384-6 ROZWAŻANIE DZIEWIĄTE OSOBA PANA JEZUSA „Nie ma prawdziwej ewangelizacji bez głoszenia imienia i nauki, życia i obietnic, Królestwa i tajemnicy Jezusa Nazareńskiego, Syna Bożego” (Paweł VI, Evangelii nuntiandi, nr 22). Dla celów dokonywanej przez nas medytacji proponuję, byśmy razem przeczytali niektóre fragmenty Pisma Świętego. 10. Oblicze Jezusa i twarz z Całunu Turyńskiego Trzecim i najważniejszym wizerunkiem Jezusa z Nazaretu jest ogromnie czczony i znany wizerunek z Całunu Turyńskiego, zwanego też Świętym Syndonem. Osobiście jestem całkowicie przekonany, opierając to na różnorodnych argumentach, o fakcie, że ten wizerunek z Całunu (prześcieradła) jest prawdziwym wizerunkiem Naszego Pana. Wydaje mi się wręcz, że odwrotna możliwość jest całkowicie nieprawdopodobna, choć nie brakowało osób, które — może także z powodu przyjętej wrogości do chrześcijaństwa — starały się przy pomocy różnych wybiegów wzbudzić co do tego wątpliwości. Święty Syndon przechowywany jest obecnie w katedrze w Turynie; jest to wizerunek całego ciała Pana Jezusa. Znacie z pewnością fascynującą historię Syndonu. Jest to prześcieradło, w które owinięte zostało ciało Chrystusa po śmierci, gdy spoczywał w grobie, i na którym, zapewne dzięki olejom użytym do namaszczenia ciała, pozostał delikatnie odciśnięty wizerunek całej postaci. Bardzo poważne badania wysuwają poza tym hipotezę, według której, w chwili Zmartwychwstania nastąpić miał rodzaj błysku, który utrwalił wizerunek wytworzony przez oleje, krew i pot ciała. Syndon przechowywano zawsze jako główną relikwię ciała Chrystusa. Trzeba jednak powiedzieć, że w przekazach historycznych, odnotowywanych przez wieki, jest długi i tajemniczy okres milczenia na temat Całunu. Uczeni uważają zgodnie, że ten tajemniczy i długi okres milczenia pokrywa się z okresem, w którym Mandillon — o którym mówiliśmy wcześniej — był przechowywany w Edessie, w Turcji. Eksperci owi sądzą, że starożytny wizerunek Świętego Oblicza Naszego Pana, zwany Mandillonem z Edessy, nie jest niczym innym niż Święty Syndon, wielokrotnie złożony w taki sposób, by ukazywał oglądającym i czczącym go jedynie tę część materiału, na której odbite jest oblicze Pana. Z tego wizerunku, tak eksponowanego, wywodzić się mają najstarsze obrazy oblicza Pana i związane z nimi tradycje. Z jednej strony hipoteza ta — coraz powszechniej przyjmowana — pozwala wypełnić cały historyczny obszar czasowy przenoszenia Całunu z jednego miejsca przechowywania na inne, pokrywając również długi okres tajemniczego milczenia w przekazach historycznych. Z drugiej strony, pod wpływem mocnego impulsu ze strony wspomnianego już Międzynarodowego Instytutu Badań nad Obliczem Chrystusa, trwają studia i eksperci zwracają uwagę, że dwa pozostałe wizerunki, o których mówiliśmy wcześniej — zarówno „Weronika” jak i Mandillon — stanowią obraz wyłącznie oblicza Pana, bez szyi. Ponadto wizerunek z „Weroniki” przedstawia twarz człowieka udręczonego i krwawiącego, podczas gdy ten z Mandillonu ukazuje człowieka bez śladu ran i krwi. Nawet jednak po uwzględnieniu tych faktów różni naukowcy są skłonni uważać, że Syndon, w taki czy inny sposób, leży u początków wszystkich najstarszych wizerunków Zbawiciela. 11. Fotografia oblicza Jezusa Wielkie odkrycie Syndonu dokonało się pod koniec XIX wieku, wraz z wynalezieniem fotografii, gdyż prześcieradło, jeśli patrzyć na nie bezpośrednio, ukazuje wizerunek raczej blady. Całun bowiem, z powodu upływu czasu, jest dość zużyty i wyblakły, lecz nikt, oczywiście, nie ma odwagi w żaden sposób go poprawiać. Właśnie dzięki procesowi fotograficznemu negatyw Syndonu pozwala w nadzwyczajny i mocny sposób uwidocznić wszystkie linie i wszystkie znaki tak, iż udaje się zobaczyć wizerunek bardzo wyraźnie. Wizerunki Świętego Całunu, które oglądaliście do tej pory i które znacie, nie są na ogół fotografiami płótna, w które owinięte było ciało Chrystusa, lecz raczej reprodukcjami jego fotograficznego negatywu. Pierwszym fotografem, który sporządził negatyw Świętego Syndonu, był Pia z Turynu. Widząc efekty procesu chemicznego, obserwując reakcje w płynie, w którym zanurzył kliszę dla jej wywołania, doznał zdumienia i wzruszenia, gdyż widział — jako pierwszy tak wyraźnie — pełny wizerunek ciała Jezusa z Nazaretu, zarówno przodu, jak i tyłu postaci. I przed tym wizerunkiem na negatywie, zanurzonym jeszcze w wywoływaczu, pełen wzruszenia, upadł na kolana. Następnie utrwalono ów negatyw, który był tak wyraźny, że następnie fotografowano ten negatyw i pokazywano go. I tak można było precyzyjnie i dokładnie, tak jak to jest dostępne nam obecnie, oglądać wizerunek samego Pana Jezusa. Wizerunek z Całunu zawiera faktycznie wielką ilość interesujących danych. Na przykład informacji dotyczących ukrzyżowania: wiele starych krucyfiksów — w każdym razie stare figury Chrystusa ukrzyżowanego i martwego Chrystusa (tak zwane piety), które mamy w naszych kościołach, domach i muzeach — ukazują Pana Jezusa ukrzyżowanego przez przebicie gwoźdźmi Jego dłoni (albo ukazują rany, otwory po gwoździach, w środku dłoni). W rzeczywistości „człowiek z Syndonu” miał natomiast gwoździe wbite w inne miejsce dłoni, to znaczy w nadgarstki. Obserwacja ta pociągnęła za sobą liczne badania, w wyniku których odkryto, że Rzymianie, rzeczywiście, nie wbijali gwoździ w dłonie ludzi krzyżowanych, lecz właśnie w nadgarstki; ciało przebitej dłoni uległoby rozdarciu, a w przypadku przebicia nadgarstka, dzięki umieszczeniu pomiędzy kośćmi, gwoździe były w stanie utrzymać na krzyżu ciężar ciała. Jest naprawdę wiele interesujących i poruszających szczegółów, które pozwalają połączyć wizerunek „człowieka z Syndonu” ze znanymi nam informacjami na temat ukrzyżowania Pana Naszego Jezusa, dokonanego tak, jak zwykli to robić Rzymianie. Prowadzono również badania na temat biczów, którymi chłostano „człowieka z Syndonu”, i wykazały one, że ślady odpowiadają sposobowi, w jaki dokonywali chłosty Rzymianie. Ostatnio wreszcie ogłoszono niezwykłe odkrycie, dotyczące Całunu; informacje fotograficzne znalazły się we wszystkich gazetach i dziennikach włoskich. Dzięki bardzo wyszukanemu sposobowi fotografowania i towarzyszącej mu analizie komputerowej odkryto, że na oku „człowieka z Syndonu” odcisnęła się moneta rzymska z epoki Pana Naszego Jezusa, to znaczy z czasów Jezusa z Nazaretu. 12. Oblicze Maryi Innym wizerunkiem, który nas interesuje, jest wizerunek Maryi. Twarzą, „która najbardziej przypomina” (jak mówi sławny poeta Dante) twarz Pana Jezusa, jest twarz Maryi, Jego Matki i Matki naszej. Przed tymi, którzy chcą przybliżyć sobie fizyczny wygląd Pana Jezusa, a zwłaszcza wizerunek Jego Świętego Oblicza, otwiera się możliwość sięgnięcia do starożytnej tradycji tak zwanych Czarnych Madonn. Tradycja ta to ciekawa historia. W Europie bowiem zachował się pewien, niezbyt liczny, zbiór starych wizerunków Maryi, Matki Bożej, zwanych Czarnymi Madonnami (oprócz nich istnieje nieokreślona liczba ich kopii): wszystkie one, choć mają różne rozmiary, są do siebie zasadniczo podobne, wydają się przedstawiać tę samą kobietę, a ich powstanie datowane jest na mniej więcej na III—IV wiek. Uważa się więc, że Czarne Madonny są reprodukcjami wcześniejszego wizerunku czy ikony Matki Boskiej, która już nie istnieje i która, najprawdopodobniej, znajdowała się w Konstantynopolu. Miałaby zostać zniszczona przez ikonoklastów, którzy niszczyli obrazy i ich kopie, gdyż uważali je za niezgodne ze swoją wiarą. W Rzymie przechowywana jest jedna z owych Czarnych Madonn, jako najbardziej czczony wizerunek w mieście. Chodzi o ikonę Maryi, która znajduje się w przepięknej Bazylice Santa Maria Maggiore; co więcej, ta wspaniała Bazylika została zbudowana, a następnie przebudowana dla tego wizerunku, który jest nazywany powszechnie Salus Populi Romani („Ocalenie Ludu Rzymskiego”). Wizerunek ten nie jest może najbardziej kompletny spośród tych, które się zachowały, nie ma też dużych rozmiarów, pozostaje jednak dokumentem starożytnym, czcigodnym, cennym i nadzwyczaj czytelnym, który wzywa do pobożności i prowadzi do ocalenia. Sam widziałem wiele razy wizerunek czy ikonę (również uważaną za jedną z Czarnych Madonn), która jest nazywana Madonną św. Łukasza i przechowywana w Bolonii, w mieście, gdzie studiowałem inżynierię. Miałem też okazję zobaczyć sławny wizerunek z Częstochowy w Polsce, który jest jednym z najlepiej zachowanych i największych. Inna jeszcze, tak zwana Nikopeia, znajduje się w Wenecji... Ciekawym aspektem wizerunków zwanych Czarnymi Madonnami jest to, że wydają się przedstawiać Dziewicę Maryję jako niewiastę starszą. Niezwykłość polega na tym, że w historii Kościoła nie ma tradycji przedstawiania Dziewicy Maryi jako kobiety w podeszłym wieku. Dziewica Maryja była zasadniczo zawsze przedstawiana na dwa sposoby. W niektórych przypadkach jako młoda dziewczyna w wieku od piętnastu do dwudziestu lat, na przykład w scenach Zwiastowania; w innych przypadkach — jako kobieta dojrzała, w wieku około czterdziestu pięciu — pięćdziesięciu lat, w scenach Matki Boskiej Bolesnej lub w scenach Wniebowzięcia. Dość rzadkie są wyobrażenia Maryi jako małej dziewczynki czy to w chwili Jej narodzin, czy też w towarzystwie rodziców (w Mediolanie, na przykład, katedra jest dedykowana właśnie Dzieciątku Maryi, Mariae Nascenti). Brak natomiast praktycznie wizerunków Dziewicy Maryi jako kobiety starej, a przynajmniej posuniętej w latach. I to mimo tego, że wiemy, iż Maryja żyła dalej po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa. Św. Jan Apostoł po śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa wziął Ją do siebie aż do dnia wniebowzięcia. Gdzie jednak mieszkał św. Jan? Istnieje wielka i starożytna tradycja, która wskazuje, że miejscem tego pobytu było miasto Efez. I tam, w Efezie, w Turcji, nad brzegiem morza, pokazywany jest wciąż dom uważany za dom Maryi Panny. Zachował się również przekaz, że św. Łukasz, kiedy zabrał się za gromadzenie faktów z życia Chrystusa, aby napisać swoją Ewangelię, udał się właśnie do Efezu, by uzyskać informację od Maryi. Faktycznie, jego Ewangelia zawiera szczegóły, których nie mógłby uzyskać od nikogo innego. Efez to miasto leżące nad morzem, niezbyt daleko od miejsca, gdzie następnie założony został Konstantynopol. Można więc sobie wyobrazić, że ludzie z Efezu chcieli w jakiś sposób utrwalić rysy Matki Jezusa. Pamiętam, że kiedy byłem małym chłopcem, żyła jeszcze matka św. Marii Goretti: wszyscy chcieli ją zobaczyć, w moim miasteczku organizowano nawet wyprawy autobusowe, by ją spotkać; mieszkała niezbyt daleko od mego domu, można było pojechać tam i z powrotem w ciągu jednego dnia... Jest więc rzeczą dozwoloną myśleć, że z różnych stron ludzie zdążali do Efezu, aby poznać Matkę Pana, Panią Naszą, Przenajświętszą Maryję i że pragnęli zabrać ze sobą Jej obraz. Nabożna tradycja, związana z wizerunkami Czarnych Madonn, sugeruje, że to sam św. Łukasz Ewangelista namalował pierwszy i najsławniejszy wizerunek Matki Boskiej, ów pierwotny Wizerunek, którego już nie posiadamy, lecz od którego pochodzą wszystkie kopie, nazywane w ten sposób. Nawet jeśli nie można mieć co do tego pewności, wydaje się w każdym razie, że z wielkim prawdopodobieństwem Czarne Madonny oddają istotne rysy Matki Boskiej w wieku dojrzałym, a więc przed Jej wniebowzięciem. Według niektórych uczonych fakt, że Czarne Madonny przedstawiają kobietę dojrzałą, jest wręcz dobrym znakiem i wskazówką autentyczności, właśnie ze względu na swoją niecodzienność. Niektóre wspólne cechy Czarnych Madonn to: twarz raczej wydłużona, dość wydatne czoło, długi i delikatny nos, niezbyt szeroki i bez wystającego w dół koniuszka (typowego dla nas, Europejczyków: w naszym przypadku to spadek po skrzyżowaniu się Rzymian — na ich posągach tego nie ma — z barbarzyńcami). Na najstarszym portrecie Maryi widać również czubek nosa lekko wydłużony do przodu. Można by odnotować jeszcze wiele szczegółów dotyczących ust, a zwłaszcza oczu... Rzeczywiście, ci, którzy obserwują Czarne Madonny, są na ogół pod wielkim wrażeniem oczu, jak gdyby autor wizerunku miał szczególny talent, lub otrzymał szczególny dar, pozwalający namalować owo spojrzenie — ostre, naznaczone cierpieniem, dobre, które widziało na krzyżu Syna i które spogląda na dzieci, jak spogląda na Syna; spojrzenie, które każdy chciałby odczytywać jako przychylne sobie, a nigdy nieprzychylne: nunc et in hora mortis nostrae, „teraz i w godzinę śmierci naszej”. Powracając do pięknego wyrażenia Dantego, oblicze Maryi jest więc obliczem, „które najbardziej przypomina” oblicze Chrystusa; tak więc również poprzez rysy z wizerunku Maryi, które da się odczytać z owych starożytnych Czarnych Madonn, jesteśmy, być może, w stanie dotrzeć do rysów Jezusa z Nazaretu, by przybliżać się coraz bardziej do spełnienia tego nieprzemijającego pragnienia: Vultum Tuum, Domine, requiram, Vultum Tuum („Twojego Oblicza szukam, o Panie, Twojego Oblicza”). 13. Posłannictwo Pana Jezusa Podejmijmy na nowo czytanie Ewangelii. — Piętnaste czytanie: Jezus i powołanie celnika. „Odchodząc stamtąd, Jezus ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego w komorze celnej, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną!». On wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: «Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?». On, usłyszawszy to, rzekł: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają (...). Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników»” (Mt 9, 9—13). — Szesnaste czytanie: Jezus i powołanie rybaków. „Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi». I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. Idąc nieco dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim” (Mk 1, 16—20). — Siedemnaste czytanie: Jezus kroczy po wodzie. „Zaraz też [Jezus] przynaglił swych uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, do Betsaidy, zanim odprawi tłum. Gdy rozstał się z nimi, odszedł na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, łódź była na środku jeziora, a On sam jeden na lądzie. Widząc, jak się trudzili przy wiosłowaniu, bo wiatr był im przeciwny, około czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze, i chciał ich minąć. Oni zaś, gdy Go ujrzeli kroczącego po jeziorze, myśleli, że to zjawa, i zaczęli krzyczeć. Widzieli Go bowiem wszyscy i zatrwożyli się. Lecz On zaraz przemówił do nich: «Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się!». I wszedł do nich do łodzi, a wiatr się uciszył. Oni tym bardziej byli zdumieni w duszy (...). Gdy się przeprawili, przypłynęli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu” (Mk 6, 45—53; por. Mt 14, 22—27). — Osiemnaste czytanie: Jezus ucisza burzę. „Gdy zapadł wieczór owego dnia, rzekł do nich: «Przeprawmy się na drugą stronę». Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?». On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: «Milcz, ucisz się!». Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: «Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?». Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego: «Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?»” (Mk 4, 35—41). — Dziewiętnaste czytanie: Jezus potępia ambicje. „Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był w domu, zapytał ich: «O czym to rozprawialiście w drodze?». Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy. On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: «Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich!»” (Mk 9,33—35). — Dwudzieste czytanie: Jezus nie ufał im. „Kiedy zaś przebywał w Jerozolimie w czasie Paschy, w dniu świątecznym, wielu uwierzyło w imię Jego, widząc znaki, które czynił. Jezus natomiast nie zwierzał się im, bo wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co w człowieku się kryje” (J 2, 23—25). 14. Śmierć i Zmartwychwstanie — Dwudzieste pierwsze czytanie: Jezus nakazał, by go rozwiązać. „Był pewien chory, Łazarz z Betanii, z miejscowości Marii i jej siostry Marty. (...) Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: «Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz». (...) Mimo jednak, że słyszał o jego chorobie, zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu [na drugim brzegu Jordanu]. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: (...) «Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę, aby go obudzić». (...) Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od czterech dni spoczywającego w grobie. (...) Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta rzekła do Jezusa: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł (...)». Rzekł do niej Jezus: «Brat twój zmartwychwstanie». Rzekła Marta do Niego: «Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym». Rzekł do niej Jezus: «Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?». Odpowiedziała Mu: «Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat». (...) Gdy więc Jezus ujrzał, jak płakała ona [Maria] i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił (...). Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: «Oto, jak go miłował!» (...) A Jezus ponownie, okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. (...) Jezus rzekł: «Usuńcie kamień». (...) Usunięto więc kamień. Jezus (...) zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!». I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić». Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił. Wobec tego arcykapłani i faryzeusze zwołali Wysoką Radę i rzekli: «Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków? [Quit facimus, quia hic homo multa signa facit?]. Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego» (...) Tego więc dnia postanowili Go zabić [Ab illo ergo die cogitaverunt ut interficerent eum]. (...) Arcykapłani zaś i faryzeusze wydali polecenie, aby każdy, ktokolwiek będzie wiedział o miejscu Jego pobytu, doniósł o tym, aby Go można było pojmać [Dederant autem pontifices et Pharisaei mandatum, ut si quis cognoverit ubi sit, indicet, ut apprehendant eum]” (por. J 11, 1—57). — Dwudzieste drugie czytanie: Jezus pogrążony w smutku modli się. „Wtedy Jezus im rzekł: «Wszyscy zwątpicie we Mnie. (...) Lecz gdy powstanę, uprzedzę was do Galilei». (...) A kiedy przyszli do ogrodu zwanego Getsemani, rzekł Jezus do swoich uczniów: «Usiądźcie tutaj, Ja tymczasem będę się modlił». Wziął ze sobą Piotra, Jakuba i Jana i począł drżeć, i odczuwać trwogę. I rzekł do nich: «Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie!». I odszedłszy nieco dalej, upadł na ziemię i modlił się (...) Potem wrócił i (...) rzekł do nich: «(...) Przyszła godzina, oto Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników. Wstańcie, chodźmy, oto zbliża się mój zdrajca»” (por. Mk 14, 27—42). — Dwudzieste trzecie czytanie: Jezus zostaje osądzony przez Sanhedryn. „Ci zaś, którzy pochwycili Jezusa, zaprowadzili Go do najwyższego kapłana, Kajfasza, gdzie zebrali się uczeni w Piśmie i starsi. (...) Tymczasem arcykapłani i cała Wysoka Rada szukali fałszywego świadectwa przeciw Jezusowi, aby Go zgładzić. Lecz nie znaleźli, jakkolwiek występowało wielu fałszywych świadków. (...) Wtedy powstał najwyższy kapłan i rzekł do Niego: «Nic nie odpowiadasz na to, co oni zeznają przeciwko Tobie?». Lecz Jezus milczał. A najwyższy kapłan rzekł do Niego: «Poprzysięgam Cię na Boga żywego, powiedz nam: Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży?». Jezus mu odpowiedział: «Tak, Ja Nim jestem. Ale powiadam wam: Odtąd ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy Wszechmocnego i nadchodzącego na obłokach niebieskich». Wtedy najwyższy kapłan rozdarł swoje szaty i rzekł: «Zbluźnił. Na cóż nam jeszcze potrzeba świadków? Oto teraz słyszeliście bluźnierstwo. Co wam się zdaje?». Oni odpowiedzieli: «Winien jest śmierci». Wówczas zaczęli pluć Mu w twarz i bić Go pięściami, a inni policzkowali Go” (por. Mt 26, 57—67). — Dwudzieste czwarte czytanie: Zmartwychwstały pośród swoich. „Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus (...). Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi”. [„Szedł z nimi”: Pan ze sług, których spotkał, uczynił nas przyjaciółmi. Dlatego powiedział nam: „Już was nie nazywam sługami, ale przyjaciółmi”, jak to przytacza 15 wiersz 15 rozdziału Ewangelii św. Jana, co każe św. Ireneuszowi zawołać: Causa immortalitatis amicitia Domini est]. „W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: «Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi». Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba. A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: «Pokój wam!». Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: «Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam». Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: «Macie tu coś do jedzenia?». Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec nich” (Łk 24,13— por. J 20,19—21). opr. aw/aw
„Oblicza Jezusa”, to tytuł modlitewnika, który został dołączony do najnowszego numeru tygodnika „Niedziela” z datą 12-19 kwietnia br. Ukazał się on jako 365. tom w serii Biblioteki „Niedzieli”.W modlitewniku znajdują się wizerunki Chrystusa: z obrazu Jezusa miłosiernego „Jezu, ufam Tobie”, z Całunu Turyńskiego, Chusty z Manopello, Chusty z Oviedo i zdjęcie Jezusa – brata Elia wraz z historią zbiorze „Oblicza Jezusa” znajdują się również: codzienna modlitwa ofiarowania się Najświętszemu Obliczu Pana Jezusa, koronka do Najświętszego Oblicza Pana Jezusa, modlitwa Benedykta XVI.„Dwie następujące po sobie niedziele: Zmartwychwstania Chrystusa i Miłosierdzia Bożego to dobra okazja, by zastanowić się, jakie oblicze Jezusa nosimy w sercu, jakie towarzyszy naszej codzienności, modlitwie, refleksji” – podkreśla ks. Jarosław Grabowski, redaktor naczelny „Niedzieli”.„W okresie epidemii wraca stara prawda, że w czasach trudnych potrzebujemy Boga inaczej niż zwykle, zdecydowanie mocniej, intensywniej. Ten utrwalony w nas obraz Boga wymaga więc przemiany sposobu myślenia. Uświadomienie sobie, że Bóg towarzyszy człowiekowi cały czas, przychodzi zawsze, gdy Go potrzebujemy, że przenika każdą naszą myśl, każde pragnienie, chce naszego dobra, nawet jeśli my tego nie potrafimy do końca zrozumieć” – kontynuuje ks. Czytelniku,cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie! Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz prosimy Cię o wsparcie portalu za pośrednictwem serwisu Patronite. Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
oblicze pana jezusa z całunu