Bądź na bieżąco dzięki witrynie tygodnika 'Piłka Nożna'. PIŁKA NOŻNA NR 47/2023. Mistrzostwa Świata 2018; NAJLEPSI POLSCY ŚRODKOWI OBROŃCY W 2022 ESPN przygotowało ranking 100 najpopularniejszych sportowców na świecie za sprawą swojego algorytmu, który bierze pod uwagę dane z mediów społecznościowych oraz wyszukiwarek. Na tej Piłka Nożna, pojedyncze numery z lat 1987–2010 (szczegóły w przypisach). Przegląd Sportowy, pojedyncze numery z lat 1987–2010 (szczegóły w przypisach). Marek Ołdakowski, Droga do Euro 2000. Historia mistrzostw Europy, TELBIT, Warszawa 2000. Andrzej Gowarzewski, Encyklopedia piłkarska Fuji. Mistrzostwa świata, GiA, Katowice 1994. Obrońca piłkarski jest zatem zawodnikiem występującym w linii defensywnej ustawionej bezpośrednio przed bramkarzem i złożonej najczęściej z czterech, trzech bądź pięciu piłkarzy. Jego podstawowym, pryncypialnym zadaniem jest chronienie dostępu do własnej bramki, utrudnianie rywalom strzelenia gola i rozbijanie ataków przeciwników. Bartosz Białkowski pełni rolę bramkarza w drużynie Millwall od kilku lat i można go rozpoznać po numerze jeden na swojej koszulce. Michał Helik kolejny rok z rzędu występuje w barwach Huddersfield. Razem z drużyną „Terierów” walczy o awans do angielskiej Premier League. Polscy piłkarze w ligach zagranicznych. Śledź na żywo mecz Piłka nożna Mistrzostwa świata kobiet pomiędzy Niemcy i Kolumbia na Eurosport. Mecz rozpoczyna się o 11:30 dnia 30 lipca 2023. Bądź na bieżąco z najnowszymi informacjami dotyczącymi drużyn Niemcy i Kolumbia, sprawdź aktualne Tabela, Wyniki, Najlepsi strzelcy oraz Triumfatorzy w Mistrzostwa świata kobiet. l2oRhA. W rankingu najlepsi pomocnicy na świecie przedstawiamy nasze subiektywne zestawienie zarówno defensywnych, jak i ofensywnych piłkarzy. Przemawiają za nimi nie tylko liczby, ale też olbrzymi wkład, jaki wnoszą do gry swoich drużyn. Kim są najlepsi pomocnicy na świecie? Przygotowaliśmy ranking ośmiu najlepszych pomocników świata. Przy każdym z nazwisk znajdziesz wyjaśnienie, dlaczego umieściliśmy je na naszej liście. Gotowy? No to zaczynajmy! 1. Joshua Kimmich Zacznijmy od tego, że Joshua Kimmich to bardzo uniwersalny gracz. Może grać zarówno na prawej obronie, ale równie dobrze jako środkowy, defensywny pomocnik. W tym sezonie w 20 meczach Bundesligi zdobył 3 bramki i zanotował 8 asyst. To od niego w dużej mierze zależą poczynania Bayernu Monachium w środku pola, gdzie gra najcześciej jako szóstka lub ósemka. Kimmich to zaawansowany technicznie gracz, szybki, a w dodatku wykazujący się na boisku olbrzymim sprytem. 2. Tony Kroos Choć Kroosowi już dwa lata temu stuknęła trzydziestka, to nikt nie wyobraża sobie środka pola Realu Madryt bez perfekcyjnego Niemca. Dlatego też nasz ranking środkowych pomocników musiał ująć jego nazwisko. Toni Kroos słynie z zaskakującej celności podań. Jak mało kto, z chirurgiczną precyzją potrafi przerzucić piłkę przez całe boisko. Kiedy gra ustawiony jako ósemka, wówczas pokazuje pełnie swoich możliwości w rozgrywaniu i kreowaniu akcji. Czasami gra też nieco cofnięty, ale wówczas, trudno nie zauważyć, że traci większość ze swoich ofensywnych atutów. 3. N’golo Kante Francuz to piłkarz, którego Chelsea zazdrości wiele klubów. Jeśli interesują Cię najlepsi defensywni pomocnicy na świecie, to z pewnością ranking ten otworzyłby właśnie czarnoskóry gracz ze Stamford Bridge. Nic dziwnego, że znalazł się wśród naszych najlepszych środkowych pomocników. Francuz słynie ze znakomitej gry w destrukcji oraz żelaznych płuc. Jego wrodzonym atutem jest spokój, który potrafi wykorzystać także na boisku, nawet w najbardziej newralgicznych momentach. Kolejna z cech charakteru: sromność nie pozwala mu odpuszczać i często widzimy N'golo Kante harującego od lini do linii, czy jak mawiają Anglicy box-to-box. 4. Marco Verratti Najlepsi pomocnicy na świecie to także Marco Verratti. Filigranowy dyrygent środka pola w PSG, jak i reprezentacji Włoch. Verratti jest mózgiem każdej z tych drużyn. Trudno sobie wyobrazić, że kiedy jest na boisku, żeby piłka nie przeszła przez niego w każdej akcji. Dysponuje znakomitym przeglądem pola i różnorodnym wachlarzem kapitalnych podań. 5. Jordan Henderson Henderson to piłkarz, który nigdy nie odpuszcza. Dysponuje kapitalnymi cechami motorycznymi i dość często otwiera kolegom drogę do bramki. W tym sezonie Premier League zanotował już pięć asyst. Choć w swojej karierze miał różne epizody, to dziś nikt nie wyobraża sobie środka pola Liverpoolu bez niego. 6. Kevin De Bruyne Ofensywny gracz Manchesteru City zalicza się również do naszego rankingu najlepsi pomocnicy świata. De Bruyne to jeden z reprezentantów złotego pokolenia belgijskiej piłki. 9 goli i 3 asysty w tym sezonie znów pokazują, że Belg jest w gazie. Potrafi on prowadzić piłkę przy nodze i manerwować rywalami, jak mało kto. Przy kontratakach jest zabójczo skuteczny. W mgnieniu oka potrafi nawet w pojedynkę wykreować sobie sytuację na zdobycie bramki. 7. Bernardo Silva Najlepsi pomocnicy na świecie po raz kolejny wędrują do błękitnej części Manchesteru. Bernanrdo Silva to niezwykle dynamiczny ofensywny pomocnik. Portugalczyk potrafi dryblować jak mało kto. Jest przy tym szybki i nienaganny pod względem technicznym. Powstrzymać go w pojedynku jeden na jeden to nielada sukces. Silva często otwiera kolegom drogę do bramki, ale i sam potrafi wziąć na siebie ciężar strzelania goli. 7 bramek w tym sezonie Premier League mówi samo za siebie. Sposób w jaki prowadzi piłkę przy nodze powoduje, że ręce aż same składają się do oklasków. 8. Bruno Fernandes Kiedy przedstawiani są najlepsi pomocnicy na świecie, nie można zapominać o Bruno Fernandesie. Portugalczyk ma już w tym sezonie 9 bramek i 6 asyst. Odgrywa pierwsze skrzypce w Manchesterze United, a o jego bajecznej technice czy precyzyjnym uderzeniu nawet z najtrudniejszej pozycji wiedzą już wszyscy. I to by było na tyle, jeśli chodzi o nasz ranking. Lubisz takie zestawienia? Sprawdź więc, kim są najlepsi polscy bramkarze oraz najlepsi prawi obrońcy na świecie. zapytał(a) o 21:46 Najlepsi obrońcy świata w piłce nożnej Proszę o wymienienie co najmniej 10 najlepszych obrońców waszym zdaniem. Odpowiedzi 1. Puyol2. Ramos3. Pepe4. Marcelo5. Pique6. Alves7. Terry8. Vidić 9. Evra10. Varane blocked odpowiedział(a) o 21:54 1 Franz Beckenbauer bez jakiejkolwiek wątpliwości grał z grymasem złamaną ręką piłkarz który uwielbiał grać , zawsze dawał z sb 200 % 2 Roberto Carlos - najlepszy boczny obrońca świata świetny w defensywie jak i przy stałych fragmentach gry łamał prawa fizyki oczywiście że musi się tu znaleźć 3 Paolo Maldini 4 Franco Baresi5 Tony Adams6 Gary Neville7 Cafu8 Fernando Hierro9 Carles Puyol10 Javier Zanetti blocked odpowiedział(a) o 11:08 1. Luiz 2. Cole3. Ramos4. Pique 5. Evra5. Puyol 6. Terry7. Silva8. Marcelo9 Lahm10. Rafael MU4ever odpowiedział(a) o 21:53 Nie wiem,o których chodzi,więc dam obecnie grających i w historii ; Thuram Wojak334 odpowiedział(a) o 13:57 1. Puyol2. Terry3. Ferdinand4. Piszczek5. Ramos6. Pepe7. Dani Alves8. Carlos9. Evra10. Cesar Powiem od najlepszego według mnie: Carvajal (Real Madrid) Ivanovic (Chelsea Londyn) Alba (FC Barcelona) Ramos (Real Madrid) (FC Barcelona) (Real Madrid) Varane (Real Madrid) Gibbs (Arsenal Londyn) Piue (FC Barcelona) Clichy (Mancester City) Pozdrawiam... Uważasz, że ktoś się myli? lub Zdarzało się już w historii naszych rankingów (a sięga ona 2013 roku), że kluczem do zwycięstwa było to, co działo się w grudniu, listopadzie czy październiku. Że rzutem na taśmę wygrywał ten a nie tamten, bo akurat złapał lepszą formę w klubie, nie zawiódł w ostatnich w roku meczach kadry lub znalazł inny sposób, by wdrapać się na szczyt na swojej pozycji. W tym roku w przypadku prawych obrońców też kluczowy był ostatni kwartał, ale bezpośredni powód to jednak pewna nowość – Matty Cash dopiero w końcówce października otrzymał polski paszport, więc też dopiero wtedy zaczął być brany pod uwagę i przy powołaniach do kadry, i w naszych rozważaniach. Oczywiście w przypadku obrońcy Aston Villi uwzględniliśmy też to, co działo się wcześniej, gdy pod względem formalnym Polakiem nie był. Czyli jego postawę w meczach Premier League począwszy od stycznia. To, co zaprezentował w tym okresie, naszym zdaniem wystarcza, by w debiucie wrzucić go na pierwsze miejsce klasyfikacji polskich prawych obrońców. Może to nie tak, że Cash z miejsca kasuje dotychczasową czołówkę (rok temu zwyciężył Tomasz Kędziora, wcześniej królem zestawień był rzecz jasna Łukasz Piszczek), ale jednak mówimy o graczu podstawowej jedenastki solidnej drużyny ligi angielskiej. O ile jeszcze na wiosnę Cash z różnych względów mecze opuszczał, o tyle teraz gra niemal od deski do deski, na co wpływu nie miała też zmiana polscy prawi obrońcy 2021 – rankingI są powody, by sądzić, że miejsca na prawej stronie ekipy z Villa Park nie straci. Klasy Casha może i nie widać w podstawowych statystykach (1 gol i 1 asysta w tym roku), ale gdy zagłębimy się w liczby trochę mocniej, no to już znacznie łatwiej zrozumieć, skąd te pochwały. Niedawno oficjalny twitterowy profil Aston Villi pochwalił się, że nikt w całej Premier League nie ma więcej skutecznych odbiorów od ich prawego obrońcy. W tej chwili według oficjalnych statystyk ligi przed Cashem (47) są Christian Norgaard z Brentford (53) i Tyrick Mitchell z Crystal Palace (49), no ale wynik wciąż pozostaje bardzo dobry. Tak jak parę innych cyferek, choć oczywiście nie ma sensu się na nich skupiać w oderwaniu od boiskowej dalej będzie się tak rozwijał (a przypomnijmy, że to dopiero jego drugi sezon na poziomie Premier League), jeśli dodatkowo potwierdzi klasę na poziomie reprezentacji, są tu fajne widoki na „A”.Za jego plecami Bartosz Bereszyński, który miał dobry rok na poziomie Serie A i nieprzypadkowo jest łączony z większymi markami niż Sampdoria (przede wszystkim z Romą). Reprezentacja to oczywiście inny temat – Sousa go cenił i wystawiał, ale w trójce środkowych obrońców i to do czasu, bo już we wrześniu awans w hierarchii zaliczył Paweł wszystko lepsze to niż degradacja, którą zaliczył Tomasz Kędziora. Za kadencji Jerzego Brzęczka należał do ścisłego grona ulubieńców i był w piątce piłkarzy, którzy rozegrali najwięcej minut, a Portugalczyk cenił go znacznie mniej. Na pierwsze zgrupowanie piłkarz Dynama Kijów w ogóle nie został powołany, na Euro pojechał, ale nie dostał nawet minuty, a jesienią w eliminacjach grał tylko wtedy, gdy w bój szły rezerwy (2x z San Marino i w tym nieszczęsnym meczu z Węgrami). W klubie było w porządku (z Dynamem sięgnął nawet po pierwsze w karierze mistrzostwo Ukrainy), ale z drugiej strony jesienią siła tego zespołu została dość wyraźnie zweryfikowana na poziomie Champions podobnym poziomie znalazło się jeszcze miejsce dla Roberta Gumnego, który wywalczył sobie miejsce w Bundeslidze. Były piłkarz Lecha Poznań nie zbiera co prawda dobrych recenzji („Kicker” niżej ocenia tylko pięciu graczy, którzy regularnie pojawiają się na boisku), ale z drugiej strony trener Markus Weinzierl wyjątkowo mu ufa, za każdym razem wystawiając w podstawowym składzie. Koniec końców większy problem mają jednak ci, którzy nie znajdują uznania w oczach polscy prawi obrońcy 2021 – kogo wyróżnić?Dalej schodzimy na poziom solidnego ligowca (Jakub Bartkowski i Martin Konczkowski to idealne przykłady), a także na nieco bardziej skomplikowane historie. Karol Fila zagrał kilka meczów w Ligue 1 (nie pomógł mu uraz), ale raz, że to dopiero pierwsze kroki i ciągle nie wiemy, czy nie odbije się od tego poziomu, a dwa, że wiosną w Ekstraklasie grał, ale nie należał do ścisłego ligowego topu na swojej pozycji. Jan Grzesik daje sobie radę w Warcie Poznań, ale bardziej doceniamy go za ofensywę (grywał nawet na skrzydle, nie bez przyczyny) niż za defensywę, gdzie popełnia błędy. Paweł Olkowski z każdym kolejnym rokiem przybliża się do powrotu do Ekstraklasy, choć jesienią to również „zasługa” kontuzji. No i na koniec Alan Czerwiński, który wiosną grał bardzo przeciętnie w słabym Lechu, a jesienią, gdy Kolejorz przestał być słaby, zaczęło dla niego brakować konto na opcje? Dość poważnie braliśmy pod uwagę Mateusza Grzybka, który wiosną był jednym z najlepszych piłkarzy Bruk-Betu w drodze po awans, a po nim – w przeciwieństwie do wielu kolegów – nie odbił się od najwyższej klasy rozgrywkowej. Na nieco podobnej zasadzie (oczywiście bez wątku kolegów) kandydatem był Damian Jakubik. Do tego warto zwracać uwagę na: Konrada Gruszkowskiego, Kacpra Chodynę (tutaj ostatnio brak progresu), Mateusza Żukowskiego, Patryka Janasika i… Michała Karbownika, który zaczął grać cześciej na prawej stronie, ale na seniorskim poziomie w ostatnim roku zaliczył tylko kilka występów. Czytaj także: Ranking Weszło – lewi obrońcy 2021Ranking Weszło – środkowi obrońcy 2021Ranking Weszło – bramkarze 2021  Najnowsze WeszłoŁobodziński: Oczekuje od moich piłkarzy więcej w ofensywie Wczoraj po raz kolejny Miedź Legnica nie zachwyciła. Przegrała u siebie z Wartą i zaprezentowała nam klasyczny przykład bezproduktywnego posiadania piłki i przewagi, z której nic nie wynika. Wojciech Łobodziński podczas konferencji pomeczowej odniósł się do przebiegu spotkania w następujący sposób: – Wydaje mi się, że ten mecz mógł się zupełnie inaczej ułożyć i inaczej się skończyć niż naszą porażką. Szczególnie boli druga połowa, bo Warta stworzyła sobie tylko jedną sytuację […] nie wskrzesił kariery. Trzecia porażka Polaka z rzędu To była ostatnia szansa Adama Kownackiego (20-3, 15 KO) na to, żeby wrócić do czołówki wagi ciężkiej. Polak mierzył się w Nowym Jorku z Alim Erenem Demirezenem (17-1, 12 KO), solidnym pięściarzem z Turcji. Ale choć nie przegrał tak boleśnie jak rok temu z Robertem Heleniusem, również był daleki od sukcesu. Sędziowie jednogłośnie wskazali na jego porażkę. Już trzecią z rzędu. Kariera Adama Kownackiego była jeszcze niedawno jedną z najbardziej […] i asysta Jarosława Niezgody [WIDEO] Jarosław Niezgoda ma za sobą kolejny dobry mecz w barwach Portland Timbers. Polak już w trzynastej sekundzie spotkania zaliczył asystę przy trafieniu Sebastiana Blanco. Mocny początek miał korzystny wpływ na poziom widowiska. Kibice obejrzeli aż osiem bramek i ostatecznie Portland Timbers zremisowało na wyjeździe z Minnesotą United FC 4:4. 🕰️—13 seconds ⚡ Sebastián Blanco ⚡ (via @MLS) — B/R Football (@brfootball) July 30, 2022 […] wygrała 2:0. Lewandowski znów bez gola To tylko tournée po Stanach Zjednoczonych, ale Robert Lewandowski ponownie zaliczył pusty przelot. Tym razem FC Barcelona mierzyła się z New York Red Bulls. W pierwszym składzie Dumy Katalonii nie zabrakło między innymi Lewandowskiego, Raphinhi, Dembele, Busquetsa, Gaviego i de Jonga, więc miał kto posyłać piłki do Polaka, który ewidentnie nie miał najlepszego dnia. Z tego względu za zdobywanie bramek wzięli się jego koledzy z zespołu. W 40. minucie wynik spotkania otworzył […] goli, a na końcu i tak Bayern wygrał… po raz 10. Superpuchar Niemiec Bayern Monachium zdobył 10. Superpuchar Niemiec. Spotkanie z RB Lipsk stało na wysokim poziomie, a zakończyło się hokejowym wynikiem 5:3. Każdego gola strzelił inny piłkarz. Cytat Garry’ego Linekera „Piłka nożna to taka gra, w której 22 mężczyzn biega za piłką, a na końcu i tak wygrywają Niemcy” przeszedł do kanonu historii futbolu. Dotyczy on piłki reprezentacyjnej. W piłce klubowej w Niemczech może on brzmieć następująco: „Piłka nożna to taka gra, w której 22 mężczyzn biega […] klepała, Warta strzelała Czasami obecność jednego zawodnika naprawdę wiele zmienia. W Warcie Poznań po raz pierwszy w tym sezonie zagrał Adam Zrelak i od razu obejrzeliśmy inną drużynę, w której znów wszystko się zgadzało. „Zieloni” po dwóch porażkach podnieśli się w Legnicy, odnosząc zasłużone zwycięstwo. A w Miedzi muszą się poważnie zastanowić nad sposobem swojego grania, bo ten, który dziś zobaczyliśmy, nie ma prawa się sprawdzić w Ekstraklasie. Miedź zaprezentowała nam klasyczny przykład bezproduktywnego posiadania […] nie wskrzesił kariery. Trzecia porażka Polaka z rzędu To była ostatnia szansa Adama Kownackiego (20-3, 15 KO) na to, żeby wrócić do czołówki wagi ciężkiej. Polak mierzył się w Nowym Jorku z Alim Erenem Demirezenem (17-1, 12 KO), solidnym pięściarzem z Turcji. Ale choć nie przegrał tak boleśnie jak rok temu z Robertem Heleniusem, również był daleki od sukcesu. Sędziowie jednogłośnie wskazali na jego porażkę. Już trzecią z rzędu. Kariera Adama Kownackiego była jeszcze niedawno jedną z najbardziej […] goli, a na końcu i tak Bayern wygrał… po raz 10. Superpuchar Niemiec Bayern Monachium zdobył 10. Superpuchar Niemiec. Spotkanie z RB Lipsk stało na wysokim poziomie, a zakończyło się hokejowym wynikiem 5:3. Każdego gola strzelił inny piłkarz. Cytat Garry’ego Linekera „Piłka nożna to taka gra, w której 22 mężczyzn biega za piłką, a na końcu i tak wygrywają Niemcy” przeszedł do kanonu historii futbolu. Dotyczy on piłki reprezentacyjnej. W piłce klubowej w Niemczech może on brzmieć następująco: „Piłka nożna to taka gra, w której 22 mężczyzn biega […] klepała, Warta strzelała Czasami obecność jednego zawodnika naprawdę wiele zmienia. W Warcie Poznań po raz pierwszy w tym sezonie zagrał Adam Zrelak i od razu obejrzeliśmy inną drużynę, w której znów wszystko się zgadzało. „Zieloni” po dwóch porażkach podnieśli się w Legnicy, odnosząc zasłużone zwycięstwo. A w Miedzi muszą się poważnie zastanowić nad sposobem swojego grania, bo ten, który dziś zobaczyliśmy, nie ma prawa się sprawdzić w Ekstraklasie. Miedź zaprezentowała nam klasyczny przykład bezproduktywnego posiadania […] gol Nuneza, było też pudło Haalanda. Liverpool z Tarczą Wspólnoty Jak na mecz dwóch tak wybitnych drużyn, tempo pozostawiało trochę do życzenia, ale ostatecznie piłkarze Liverpoolu i Manchesteru City zafundowali nam aż cztery bramki. Nie brakowało udanych debiutów, sędziowskich kontrowersji i koszmarnych pudeł. Sezon w Anglii uważamy za otwarty! Brakowało dokładności Cóż, gdybyśmy dzisiejsze starcie porównali do kwietniowego, gdy te same drużyny mierzyły się w kluczowym dla losów sezonu meczu Premier League, różnica kilku poziomów byłaby widoczna gołym okiem. […] dalej od Europy. 0:3 z Górnikiem Zabrze Mariusz Lewandowski – w pewnym skrócie – został zatrudniony w Radomiaku po to, by przybliżyć ten klub do Europy. Zdaniem działaczy Dariusz Banasik do tej roli się nie nadawał i co najwyżej mógł zagwarantować puchary z lodami, a nie bitwy choćby w Lidze Konferencji (ale też ewentualnie, Liga Mistrzów brzmi lepiej). Kierownicę przejął więc Lewandowski i… cóż, nie jest ten start specjalnie spektakularny. Radomiak pod jego wodzą wygrał tylko jeden mecz na siedem – udało […] Arka utonęła w Wiśle. Biała Gwiazda z ważną wygraną Wisła Kraków pokonała 1:0 Arkę Gdynia w hicie trzeciej kolejki 1. ligi. Mecz nie stał na najwyższym poziomie, a najważniejszymi wydarzeniami spotkania okazały się dwie czerwone kartki otrzymane przez zawodników żółto-niebieskich. One ustawiły starcie i wynik, bowiem jedynego gola po rzucie karnym zdobył Michał Żyro. Łącznie Wisła Kraków i Arka Gdynia spędziły w Ekstraklasie 98 sezonów. Dla Białej Gwiazdy nadrzędnym celem od dwóch miesięcy jest […] FIFAe Club World Cup 2022 to już historia. Klubowym mistrzem świata w FIFA 22 zostało Movistar Riders, które w finale rozgrywek pokonało Serious About FIFA. Wielkimi krokami zbliżamy się do końca sezonu w FIFA 22. Na horyzoncie pojawiła się kolejna odsłona serii, a w ostatnim czasie rozgrywane były finały mistrzostw świata w produkcji EA Sports. Tydzień temu poznaliśmy indywidualnego mistrza świata – triumfatorem FIFA eWorld Cup 2022 został „UM UT”. W ten weekend rozgrywano zaś mistrzostwa klubowe. Najlepsi bukmacherzy 1 Duża ilość bonusówAplikacja mobilnaNowoczesny wygląd serwisuStale rozwijana oferta na sporty motorowe 2 Szeroka oferta na bonusyFunkcja Cash-OutWysokie kursy na tle konkurencjiZbyt spokojny design 3 Nawet 600 PLN w bonusie powitalnymSkromna i elegancka szata graficznaProsty, czytelny interfejs użytkownikaMała oferta zakładówKursy nie zawsze są zadowalające Zobacz również: FIFA 22: Druga drużyna „Shapeshifters” trafiła do gry! Tytuł mistrzowski trafił w ręce Andoniego „Andoniiego” Payo Martina i Diogo „tuga810” Pombo z Movistar Riders. Panowie w wielkim finale ograli Serious About FIFA, z którymi, co ciekawe, ulegli w fazie grupowej. Mecz o tytuł nie obfitował w bramki – w pierwszym spotkaniu padł remis 1:1, a w drugim Movi Riders triumfowało wynikiem 1:0. Miejsca 3-4 padły łupem MGCF eSports oraz Ninjas In Pyjamas. Mistrzowie świata wzbogacili się o 100 tysięcy dolarów, a srebrni medaliści o 50 tysięcy. CAMPEONES DEL MUNDO!!!!🥹🏆 Hace exactamente un año pasé uno de los golpes más duros de mi vida y hoy un año después uno de los más felices que jamás olvidaré. Gracias a todos los que habéis estado apoyando. Esto es increíble 😍 — Sergio Espier (@Espi___) July 23, 2022 Już teraz jest jednym z najlepszych obrońców w hiszpańskiej Primera Division. Ale wydaje się, że do własnego sufitu jeszcze sporo mu brakuje. Jules Kounde na karku ma ledwie 22 lata, a interesują się nim właściwie wszystkie największe kluby Europy. W Sevilli stał się jednym z jej najważniejszych graczy i przymierzany jest do gry na środku obrony w kadrze Francji. To historia o tym, jak do tego doszedł. Dlaczego kiedyś kopał… matkę i dlaczego ona kopała jego? Jak to się stało, że Sevilla wydała na niego rekordową w swojej historii kwotę? Co sprawia, że debiut w Bordeaux uważa za katastrofę? Jakie swoje wady sam opisuje dziennikarzom? Czemu często zwracano mu uwagę na wzrost? I wreszcie – co sprawia, że jest tak znakomitym obrońcą?Kim jest Jules Kounde?Jules Kounde już teraz wydaje się piłkarzem, który wyrasta nad swój klub. A że ten klub to Sevilla – uznana europejska marka, a przy tym drużyna regularnie pokazująca się ze świetnej strony w Europie – to wiele nam to mówi. Jeszcze w 2018 roku Francuz był wchodzącym do seniorskiej piłki żółtodziobem. Dziś na radarze mają go niemal wszystkie największe kluby Europy, chcące wzmocnić swoją już latem Kounde mógł z Sevilli odejść. Ofertę złożył za niego, szukający środkowego obrońcy, Manchester City. – Zainteresowanie takiego klubu to zawsze dobra sprawa, ale na dziś gram w Sevilli i jestem spokojny. Mam szczęście, że jestem w klubie, który rywalizuje na dobrym poziomie. Mamy fantastyczną grupę piłkarzy i ludzi. City nie było złą opcją, ale zawsze mówiłem Monchiemu [dyrektor sportowy Sevilli – przyp. red.], że niczego nie będę wymuszać – mówił Kounde mediom. I ostatecznie do transferu nie doszło, a Pep Guardiola ściągnął do Anglii Rubena Diasa. Czego zresztą też chyba nie mimo faktu, że City z grona klubów zainteresowanych prawdopodobnie odpada, lista tychże pozostaje naprawdę konkretna. Czwórka, którą wymienia się najczęściej to Real Madryt, Barcelona, Manchester United i PSG. Paryżanie zapewne chętnie widzieliby Francuza u siebie tym bardziej, że ten urodził się właśnie w tym mieście. United i Barcelona swoje problemy z defensywą mają, nie dziwi więc, że interesują się Julesem. Zwłaszcza Barca, w której regularnie zawodzą rodacy Kounde – Samuel Umtiti i Clement Lenglet – powinna mieć tego gościa na WYGRA DZIŚ W PAMPELUNIE? KURS W TOTALBETProblemem będą tu pieniądze, zresztą każdy klub będzie musiał na nie uważać. Jules powinien kosztować zainteresowanych co najmniej 70 milionów euro (o jego klauzuli pisze się raz, że wynosi tyle, a czasem, że nawet 90 milionów). W czasach koronawirusa to naprawdę sporo. Tyle że, oczywiście, to zapłata za naprawdę sporą piłkarską jakość, którą Jules demonstruje już nie tylko w lidze czy Lidze Europy (którą wraz z Sevillą wygrał w poprzednim sezonie), ale też w Lidze Mistrzów. Zresztą już teraz porównuje się go do wielu czołowych obrońców świata – w tym Sergio też zainteresowanie Realu. Coraz więcej mówi się bowiem o tym, że kapitan Królewskich z klubu odejdzie, a David Alaba (którego transfer wciąż zresztą nie jest finalnie ogłoszony) sam tej luki nie załata. Kounde miałby tu być rozwiązaniem, choć dodać trzeba, że trochę go od Hiszpana różni – gra choćby po prawej stronie środka obrony, nie po lewej, jak Ramos. On sam wymienia jednak Sergio Ramosa jako jednego z idoli, obok Raphaela Varane’a czy Thiago zestaw defensorów, co? Cóż, Jules Kounde z pewnością ma potencjał, by nawiązać do ich gry oraz Francuz został sprowadzony do Sevilli, wielu zastanawiało się, czy ta nie wydała zbyt dużo pieniędzy (25 milionów euro, najdroższy transfer w historii klubu). – Myślicie, że to drogo? Porozmawiamy ponownie za dwa lata – powiedział wtedy Monchi. Dwa lata miną za kilka miesięcy. I wydaje się, że rozmowa ta będzie dotyczyć kwot co najmniej trzy razy wszystko zaczęło się w rodzinie, która futbolu raczej nie nie lubiła piłkiJules miał sześć lat, gdy zaczął grać w piłkę. Nie w Paryżu, bo z tego wraz z matką wyprowadził się, gdy jeszcze nawet nie chodził do przedszkola. Pierwsze treningi zaliczał w Fraternelle, klubie z Landiras, małej miejscowości oddalonej od Bordeaux o jakieś 40 minut jazdy. To tam grał przez pięć lat, potem – wciąż w tej samej okolicy – przeniósł się do Cerez, lepszego klubu, gdzie spędził dwa lata. Później było jeszcze La Brede i w końcu juniorzy Girondins Bordeaux.– Jaki wtedy byłem? Taki, jak zawsze: skryty, nieśmiały chłopak, który potrzebuje czasu, by komuś zaufać. Lubiłem się jednak śmiać, docinać i żartować z siebie. Przede wszystkim zawsze kochałem piłkę nożną – mówił. Pamięta też, że zawsze się dobrze uczył, choć potrafił wejść w poważne konflikty z nauczycielami, bo za młodu niekoniecznie panował nad emocjami. Wszystkie te przypadki rozwiązywała matka Julesa, której – jak sam przyznaje – zawdzięcza niemal wszystko. Nie tylko przymuszanie go do edukacji (którą zresztą lubił), choć jeszcze przy okazji przejścia syna do Bordeaux jedną z pierwszych rzeczy, o którą pani Kounde zapytała, było podejście klubu do nauki, nie piłki zresztą nie lubiła. – W mojej rodzinie, to paradoks, nikt tak naprawdę nie lubił piłki. Ja sam grałem też przez jakiś czas w tenisa, ale w końcu musiałem wybrać. Pamiętam, że oglądałem futbol w telewizji niemal bez przerwy. Kiedy byłem mały i leciała Liga Mistrzów, to mogłem oglądać pierwszą połowę, potem musiałem iść spać. Moja mama zresztą naprawdę nie lubiła piłki. Ale przychodziła oglądać moje mecze. Czy padało, czy wiało – była tam. Zabierała mnie wszędzie, ale poza tym nie oglądała meczów. I nagle coś się zmieniło. Zaczęła oglądać więcej spotkań ode mnie. (śmiech) Naprawdę! – wspominał Kounde w Bordeaux. Fot. NewspixMama, jak mówi, zawsze go wspierała. Szczególne wspomnienie, jakie dla dziennikarzy odnalazł w pamięci, to jego niechęć do przegrywania. Gdy miał jakieś osiem, może dziewięć lat, po każdej porażce – a grał w drużynie, która regularnie traciła po kilka bramek w meczu – dostawał wręcz szału, który wyładowywał na matce. Nie odzywał się do niej, a jeśli już, to krzyczał i był złośliwy. Ba, potrafił ją nawet kopać. Ta w końcu poszła do psychiatry, a ten poradził, by… kopnęła go w odpowiedzi, bo wtedy Jules się uspokoi. że po matce ma kilka ważnych cech. Że dzięki niej szybciej dorósł, że nauczyła go, jak ważne jest, by ciężko pracował, że poznał, co znaczy odpowiedzialność. – To dzięki niej dziś jestem w tym miejscu, w którym jestem. Jej obecność i wsparcie pomogły mi. Oboje jesteśmy uparci i ambitni. Choć ona nie jest karierowiczką, ja raczej tak – trafił do rezerw Bordeaux, wsparcie matki w naturalny sposób się zmniejszyło, choć wciąż była obecna i ważna w jego życiu. Jules poszedł uczyć się w prywatnej szkole, na lekcjach organizowanych przez klub, a dużą rolę w jego wychowaniu zaczęli odgrywać trenerzy. Do Girondinsu dostał się zresztą nieco okrężną drogą. Jednych testów nie przeszedł, bo uraz sprawił, że nie mógł wystąpić w ostatnich spotkaniach. Grał jednak później w okolicznych rozgrywkach, gdzie wypatrzył go Yannick Stopyra, który potem sprowadził go do się okazało – nikt w Girondinsie nie żałował tego ruchu. Choć bywały momenty, że nie można było być tego było lekkoCharakter nie ułatwiał Julesowi przebijania się. Jego skrytość i nieśmiałość sprawiały, że w nowym miejscu początkowo zawsze miał problemy. Ale równocześnie posiadał wystarczająco wiele talentu, by ostatecznie się przebić. – Po trochu, wraz z Jeanem-Lukiem, moim pierwszym trenerem w Girondinsie, udało nam się przełamać moją nieśmiałość. Prosił mnie, bym mówił więcej, częściej się odzywał. To było istotne i na boisku, i poza nim. Piłkarz, który nie komunikuje się z kolegami, ma problem. Choć, szczerze, to był długi proces. Gdzieś po roku było już lepiej – wspominał same w sobie jednak uwielbiał. Podobnie jak mecze. Rozwijał się piłkarsko, wreszcie grał w klubie z francuskiej czołówki, a trenerzy potrafili go nauczyć tego, co na środku obrony najważniejsze – rozumienia taktyki, przewidywania zachowań rywali, ustawiania się. Kounde chłonął tę wiedzę i wkrótce stał się podstawowym zawodnikiem juniorskich ekip Girondinsu. Zresztą bardzo mocnych, bo roczniki 1998/99 były dumą tego klubu. W kategorii U-19 Jules zdobył nawet mistrzostwo kraju, zaczął też nosić opaskę wiadomo, nie zawsze było różowo. Najgorszym momentem jaki Francuz pamięta, był okres, gdy znajdował się w zawieszeniu pomiędzy grą w juniorach a pierwszą drużyną. W tych pierwszych występował w meczach, w drugich trenował. Testowano go też wtedy na prawej obronie.– Zawsze trenowałem na środku, a trener nagle chciał mnie przestawić na prawą stronę. Myślałem, że to zły pomysł. Pamiętam, że raz na treningu próbowaliśmy dośrodkowań do napastników, to była katastrofa. (śmiech) Wszystkie dograłem źle. Gdy trening się skończył, byłem załamany. Powiedziałem agentowi, że dłużej tego nie zniosę, zastanawiałem się, czemu zmuszają mnie do gry na prawej obronie, gdy nigdy tam nie trenowałem. Agent zapytał: „Chcesz grać na środku w juniorach, czy na prawej stronie wśród seniorów?”. Powiedziałem, że to drugie. Od tego momentu inaczej na to patrzyłem – jednak pozostał na środku, choć przez jakiś czas jego przyszłość nie była pewna. Jego koledzy podpisywali już pierwsze profesjonalne kontrakty, on wciąż miał roczny, „rozwojowy”. Sam mówił, że nigdy nie był tym zawodnikiem, na którym w pierwszej kolejności skupiała się uwaga. To zaczęło się zmieniać, gdy dostał opaskę kapitana. Więcej osób go dostrzegło. I w końcu otrzymał swoją prawdziwą szansę w pierwszym katastrofy do rekordu– Kounde, mimo młodego wieku, od samego początku imponował mentalnością. Koledzy z drużyny mówili, że Jules nigdy nie miał dość treningów, co przełożyło się na jego szybki rozwój. Wparował do pierwszego składu jeszcze za kadencji Jocelyna Gourvenneca i wygryzł ze składu bardziej doświadczonych Igora Lewczuka i Paula Baysse. Bordeaux w lidze spisywało się rozczarowująco, Kounde był jednak tym, na którym warto było zawiesić oko. Na boisku emanował pewnością siebie, swoją atletycznością, techniką, a także szybkością. Potrafił rozegrać piłkę do przodu, a także podłączyć się do akcji ofensywnych swojej drużyny. Jeśli włączylibyśmy kompilację jego najlepszych momentów w Bordeaux, to byłoby w niej wszystko – począwszy od długich przerzutów do skrzydłowych, strzałów z dystansu, aż po efektowne parady w obronie i umiejętność gry jeden na jeden – mówi Paweł Łopienski, redaktor Le Ballon, magazynu poświęconego Ligue polega na tym, że debiut Julesa w pierwszej ekipie Żyrondystów zakończył się blamażem. Nie jego, a całego klubu. Girondins pojechał wtedy do Granville na spotkanie 1/32 finału Pucharu Francji. Miejscowa ekipa grała wówczas na czwartym poziomie rozgrywek. Pokonała jednak pierwszoligowego rywala 2:1. Kounde nie mógł wymyślić sobie gorszego debiutu.– Ten mecz zostanie w mojej głowie na zawsze. Nie dlatego, że zagrałem beznadziejny mecz. Zebraliśmy wtedy czerwone kartki, wyeliminowali nas. Taka jest piłka. Trener czuł, że jestem gotowy i dał mi szansę. Sam też wiedziałem, że jestem gotów na grę w pierwszym zespole – mówił. I choć u niektórych takie spotkanie mogłoby zasiać spore wątpliwości co do umiejętności debiutanta, to Jules dostał więcej szans, wobec plagi kontuzji, jaka nawiedziła Żyrondystów. Okazji nie w całej lidze dał się poznać jako wielki talent. Bordeaux przechodziło wówczas przez naprawdę trudny okres, ale Jules się wyróżniał nawet, gdy jego ekipa traciła kolejne bramki. – Czy spodziewałem się, że wszystko pójdzie tak szybko? Nie. Takich rzeczy nigdy się nie spodziewasz. Wiedziałem, że zagrałem dobry mecz czy dwa i trener musiał na mnie stawiać, bo nie miał innych opcji. Myślałem jednak, że gdy wrócą kontuzjowani, to oni będą grać. Tak się jednak nie stało. Wkrótce mieliśmy nowego trenera, który też mi zaufał – wspominał Gustavo Poyeta – bo o nim mowa – okazało się dla Julesa niezwykle istotne. Wiara trenera w umiejętności młodego zawodnika sprawiła, że ten zaczął rozwijać się jeszcze szybciej. Poyet chciał, żeby Girondins grał odważnie, uczył Kounde, jak ten ma rozgrywać piłkę, zachęcał do podejmowania ryzyka. Ożywił zespół, który przeżywał kryzys. Choć chyba jeszcze ważniejszy stał się dla niego Ricardo Gomes. To on prowadził go przez większość drugiego sezonu, gdy Jules stawał się jedną z młodych gwiazd ligi.– Ricardo dał mi nową wizję tego, jak grać w obronie. Sam był obrońcą, więc dzielił się ze mną swoim doświadczeniem i życiem. Chciał, żebym cały czas był skupiony. Żebym grał twardo i agresywnie, bo widział, że czasem wręcz o tym zapominałem. Ricardo wprowadził u mnie pewien defensywny rygor. A Paulo Sousa, który przyszedł później, go utrzymał – mówił i jego uwagi były ważne, bo Jules – spokojny i opanowany z natury – czasem podobnie prezentował się na boisku. To gość, który lubi czystą grę, woli odpowiednio się ustawić i zmusić rywala do błędu, niż włożyć nogę i w ten sposób próbować odebrać piłkę. Ricardo nauczył go, że obie drogi są równie dobre, ważny jest bowiem Julesa pod wodzą każdego z tych trenerów był widoczny gołym okiem. Jego statystyki też o tym świadczyły – w większości tych istotnych dla defensora znajdował się w czołówce ligi. A miał wtedy przecież 20 lat i grał w drużynie, która w tyłach miewała sporo problemów. Jak mu się to udało? – Mnóstwo pracy. Trzeba niezmiennie siebie kwestionować, nawet, gdy sprawy idą dobrze. Nie można się zachłysnąć, ważne jest utrzymanie chłodnej głowy. Sam zawsze śledziłem Girondins, szalone było dla mnie to, że zacząłem grać w jego pierwszym zespole. Gdy byłem mały, chodziłem na stadion i marzyłem, że kiedyś na nim zagram. Gdy dano mi szansę, byłem tej gry niesamowicie głodny – głodny, że wkrótce przerósł klub. I za 25 milionów powędrował meczów w pierwszym zespole Girondinsu wystarczyło, żeby Julesem zainteresowały się większe kluby. Podobno chciał go Arsenal, ale ostatecznie trafił do – świetnie zresztą zorientowanej w rynku francuskim – Sevilli. Monchi, jak już wspomnieliśmy, od początku widział w nim kogoś, kto najpierw wzmocni sam zespół, a potem poprawi sytuację finansową klubu. Jak na razie ta prognoza się sprawdza. Prawda jest jednak taka, że nie tylko Sevilla skorzystała na jego transferze, ale równocześnie sam Kounde prawdopodobnie nie mógł wymarzyć sobie lepszego miejsca na rozwój.– Zawsze chciałem wspiąć się na wyższy poziom. Miałem z tyłu głowy to, że cała moja kariera będzie prowadzona poprzez moje sportowe wybory. Zawsze pytałem siebie: „Co pomoże stać mi się lepszym piłkarzem?”. Kiedy opuszczałem Bordeaux, był to bardzo dobrze przemyślany wybór. Sevilla była idealnym klubem na kolejny krok. Myślę też, że La Liga jest bardziej konkurencyjna niż Ligue 1. Do tego piłkarze, którzy przychodzą z L1 zwykle osiągają w Sevilli sukces, a klub pokazał, że zależy mu na ściągnięciu mnie – wspominał czym nie powiedział, to osoba kolejnego trenera – Julena Lopeteguiego. Pod jego wodzą ekipa z Andaluzji zaczęła grać znakomicie poukładaną taktycznie piłkę. Organizacja defensywy w Sevilli stoi dziś na najwyższym poziomie. Dowód? Ledwie 16 straconych bramek w 22 spotkaniach ligowych. Tylko Atletico ma lepszą średnią (też 16 goli, ale w 23 meczach). Kounde jest w tym kluczowy, podobnie jak był niezwykle istotny w wygraniu Ligi Europy w poprzednim sezonie czy też awansie hiszpańskiej ekipy do 1/8 finału Ligi Mistrzów w obecnych rozgrywkach. Tam co prawda pierwszy mecz z Borussią Dortmund Andaluzyjczykom nie wyszedł, ale pozostaje jeszcze w Sevilli Francuz na początku nie miał jednak łatwo. Wspominał, że potrzebował czasu na zaadaptowanie się, bo gra toczyła się szybciej, na większej intensywności, nowe otoczenie znów okazywało się pewną przeszkodą, a do tego mecze były znacznie bardziej techniczne, rozgrywane z większą piłkarską jakością. Widział to już na treningach, gdy początkowo nie nadążał za kolegami. Ale jego chęć rozwoju szybko pozwoliła mu nadrobić braki – w Hiszpanii stał się obrońcą silniejszym, szybszym i nawet skuteczniejszym w swoich interwencjach. Również tych w powietrzu, a to nie takie oczywiste, bo mierzy niespełna 180 centymetrów (według oficjalnych danych, sam mówi, że 181).– Nie sądzę, by to był problem. Prawdą jest, że środkowi obrońcy zwykle są wyżsi, często mi powtarzano, że wzrost będzie dla mnie problemem. Zawsze starałem się to jednak rekompensować swoją techniką i umiejętnością odbioru piłki. Skoncentrowałem się na tym. Oczywistym jest, że czasem w powietrzu mam problemy, ale zawsze miałem dobre wyczucie chwili. Lubię grać głową, skaczę wysoko. Wygrywam więcej pojedynków główkowych niż Sergio Ramos, bo na niego nikt nie próbuje grać długich piłek. W moim przypadku rywale próbują wykorzystać mój wzrost. Czuję to – słowa potwierdzają kolejne mecze. W powietrzu gra znakomicie. Idealnie czuje moment do wyskoku, potrafi wzbić się ponad rywali. Również w ofensywie. Choć bramek jeszcze zbyt wielu nie zdobywa, to do sytuacji dochodzi często i wydaje się tylko kwestią czasu, gdy i z przodu będzie regularnie coś dorzucać. Inna sprawa, że potrafi to robić nie tylko w ten sposób – jedną z akcji ostatniego miesiąca w Hiszpanii stał się jego rajd, po którym trafił do siatki w pucharowym starciu z Barceloną. Kounde zachował się tam nie jak środkowy obrońca, a rasowy zawodnik z ofensywnej formacji, regularnie stający przed takimi okazjami (to zresztą tłumaczy, czemu w Sevilli nadano mu pseudonim… Cafu). Potem mówił, że czasem ćwiczy strzały na treningach. Wtedy się to Sevilli Kounde niezmiennie się rozwija, staje się lepszym piłkarzem. Sam mówi, że to w dużej mierze zasługa trenera. – Jest blisko piłkarzy, daje sporo rad i jest bardzo wymagający. Dokładnie przygotowuje siebie i nas do meczów. Wskazuje na to, jak gra przeciwnik, jak będzie nas atakować, jak my będziemy to robić – to wszystko jest precyzyjnie określone. Wiele rzeczy zmienia się z meczu na mecz. Zwykle staramy się posiadać piłkę, ale na niektóre zespoły to za mało. Staramy się zmieniać naszą grę. Pod względem taktycznym wykonujemy mnóstwo pracy – wszystko to chłonie. To widać po każdym jego spotkaniu. W porównaniu do gościa, który przychodził do klubu, jest już znacznie lepszym piłkarzem. Skuteczniejszym w interwencjach, lepiej się ustawiającym, świetnie rozumiejącym grę pod kątem taktycznym, dobrze rozprowadzającym piłkę (choć czasem zarzuca mu się, że korzysta głównie z łatwych opcji, to jednak notuje bardzo mało strat). Nie boi się grać z piłką przy nodze, nie boi też akcji jeden na jednego.– Julen Lopetegui otoczył Koundego specjalną opieką, a to przyniosło skutki. Współpraca ze starszym Diego Carlosem (przyszedł w tym samym momencie, tyle że z Nantes) bardzo pomogła Kounde’owi, który w obliczu agresywnej gry kolegi zrezygnował z wykonywania tylu wślizgów, czekając na bardziej odpowiedni moment do zabrania piłki przeciwnikowi. O Julesie mówi się obecnie, że jest obrońcą, jakiego pragnąłby każdy topowy zespół w Europie. Trudno się nie zgodzić, bo w krótkim czasie poprawił się w niemal każdym elemencie – jest szybki, uzdolniony technicznie, bardzo dobry z piłką przy nodze. Gdyby był nieco wyższy, byłby prawdziwym ideałem. Kounde stał się idealnym przykładem defensywnego rozgrywającego, udowadniając, że środkowi obrońcy mogą być równie zadowalający w kreowaniu gry co piłkarze występujący wyżej na boisku – mówi trudno się z takim postawieniem sprawy nie zgodzić. Tym bardziej, że widzi to cała piłkarska czekająKounde przezwyciężył wszystkie trudności, jakie napotkał po drodze. Przetrwał trudniejsze okresy w Bordeaux i Sevilli, w obu klubach szybko stając się kluczowym zawodnikiem. Aktualnie trudno wyobrazić sobie jedenastkę Andaluzyjczyków bez jego obecności. W tym sezonie opuścił tylko kilka meczów i to większość z powodu siły wyższej – miał pozytywny wynik testu na COVID-19. Sevilla w tyłach opiera się w dużej mierze na nim, a Jules jej nie oczywiście, to nie tak, że już nie ma wad. Ma, ale – co znakomicie świadczy o jego inteligencji i dojrzałości, które często wymienia się jako jego największą zaletę – sam je dostrzega. – Moje braki? Powiedziałbym, że przede wszystkim chwilowe dziury w koncentracji. Potrafię się zdekoncentrować na krótką chwilę. To problem dla obrońcy, którego w tym krótkim momencie może zgubić napastnik. Taktycznie, jeśli chodzi o ustawienie się, też mógłbym się jeszcze nieco poprawić. Czasem taki brak uda mi się nadrobić, bo jestem szybki i mam dobry zmysł przewidywania. Wiem jednak, że nie zawsze jestem w odpowiednim miejscu. To przez to, że nasza taktyka, plan na spotkanie, zmienia się z meczu na mecz. Muszę się do tego lepiej adaptować. Technicznie z kolei mógłbym częściej korzystać z długich podań, muszę to robić i je poprawić – tak naprawdę to cała lista, jaką zwykle się wymienia, gdy mowa o zarzutach wobec Julesa. Gość w wieku 22 lat już jest bliski bycia obrońcą kompletnym, a w dodatku zdaje sobie sprawę z własnych braków. Brzmi dobrze? Oczywiście, że brzmi dobrze. A że trochę brakuje mu wzrostu? Fabio Cannavaro też wysoki nie był. Jeśli Kounde potrafi ten brak nadrobić – a na razie pokazuje, że potrafi – tym lepiej dla niego. Tak naprawdę pytaniem jest nie „czy Jules trafi latem do którejś z potęg?”, a „do której?”.Trudno wskazać najlepszy klub dla Francuza, bo tak naprawdę wydaje się, że sprawdziłby się wszędzie. W Realu bardzo chciałby go Zinedine Zidane, ale nie wiadomo, czy po sezonie nadal będzie trenerem Królewskich (zarząd z kolei wolałby Pau Torresa, innego z topowych obrońców La Ligi, który w dodatku powinien być tańszy, a w kadrze gra z Ramosem i mógłby stać się jego następcą). W Manchesterze United czy Barcelonie niezmiennie mają problemy z defensywą, ale oba te kierunki na ten moment są stosunkowo niepewne, patrząc czysto piłkarsko. Możliwe, że osobą Francuza zainteresuje się Liverpool, którego defensorzy łamią się ostatnio częściej niż opłatki w święta. Teoretycznie jednak to PSG – o ile faktycznie chciałoby Kounde – powinno stać na pole position do jego zatrudnienia. Bo ma pieniądze, możliwości, a w lidze niezmiennie jest faworytem do zdobycia pewne jest więc, że latem Jules trafi do którejś z europejskich potęg. A możliwe, że i do dwóch. Wydaje się, że już za niedługo powinien bowiem zaliczyć debiut w kadrze, a może nawet myśleć o występie na Euro. – Trudno, żeby w obliczu tak wysokiej formy zawodnika, lubiący doceniać młodych zasługujących na szansę Didier Deschamps, nie pomyślał o Julesie. Zresztą, 22-latek w poprzednim roku spisywał się świetnie w młodzieżówce, opuszczając zaledwie jedno spotkanie kadry U-21, więc w sztabie na pewno mają go na radarze. Rywalizacja na jego pozycji jest jednak spora, ale faktem jest też, że daleko od znakomitej formy znajdują się tacy piłkarze jak Samuel Umtiti, Raphael Varane czy Clement Lenglet. Do podstawowego składu na pewno byłoby Julesowi daleko, ale nikt nad Sekwaną nie byłby zaskoczony pierwszym, aczkolwiek w pełni zasłużonym powołaniem do seniorskiej kadry – twierdzi Kounde mówi, że jego celem – choć będzie trudno – są właśnie mistrzostwa Europy i igrzyska olimpijskie. Ta druga impreza to, oczywiście, znacznie bardziej realna wizja. Niemniej, to Euro go napędza, motywuje do pracy. Choć rywalizacja w kadrze Francji będzie, oczywiście, ogromna. Poza wymienionymi już zawodnikami grać na środku obrony może tam choćby Dayot Upamecano (już podpisany przez Bayern Monachium), rówieśnik Julesa. Francja głębię składu ma na ten moment po prostu Deschamps jednak Kounde obserwuje, sam to przyznawał. I myśli o tym, by gracza Sevilli w kadrze wypróbować. A ten tylko czeka na swoją szansę. Do tej pory zawsze, gdy gdzieś taką dostawał, sprawdzał się znakomicie. Latem może otrzymać kolejne – w kadrze i wielkim klubie. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Jules Kounde już za niedługo będzie jednym z najlepszych obrońców świata. SEBASTIAN WARZECHA Fot. Newspix

najlepsi obrońcy świata piłka nożna